
Jestem kim jestem
W momencie kiedy dobrze poznamy swoją wartość i wykrzeszmy wiarę w siebie można pozwolić na to ażeby być naprawdę tym kim się jest.
Jesteś wartościowym człowiekiem jak każdy z nas mamy swoją wartość. Nie ważna jest płeć doświadczenie zawodowe czy wykształcenie. Ja też ją mam i to nie dzięki np. szykownemu ubraniu albo drogim perfumom. Wartości nie można sobie wypracować ani wypraszać. To coś co człowiek posiada i kształtuje jego samego. Odkryj swoją prawdziwą wartość. Żyj nią a także spotykaj innych, wartościowych ludzi. Mów głośno o różnorodności ludzi.
Moja Historia
Moje życie legło w gruzach tak naprawdę ostatecznie w roku 2009, bynajmniej takie miałem przeświadczenie, że to problemy przerosły i koniec. Nie dam rady nie poradzę sobie- to nie prawda. Wszystko co spotykamy na naszej drodze w życiu codziennym jest na nasze siły. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Ciebie chcę przestrzec przed takim błędem, dlatego że konsekwencje mogą być tragiczne w skutkach i ciągnąć się za Tobą latami.
Wbrew pozorom nie było, tak że moje problemy z samym sobą zaczęły się w roku 2009 i można było oglądać tego fatalne skutki w tym samym czasie. Nie ! Powiedzmy to sobie jasno, chciałem popełnić samobójstwo nie boję się tego słowa nazywam rzeczy po imieniu. Należy powiedzieć to jasno i wyraźnie- chciałem się po prostu zabić. Generalnie jest tak, że problemy na taką skalę zaczynają się dużo, dużo wcześniej. Jeśli brakuje Ci fachowej pomocy, kogoś kto zauważy, że masz problem finał może być mroczny.
W moim przypadku zaczęło się już w szkole podstawowej. Nie byłem jeszcze tego świadom jaki mam problem. W tamtym czasie wyobrażałem sobie, że się zabijam a wszyscy bliscy za mną płaczą. Nie widziałem sensu w życiu, nawet najmniejszego. Byłem przerażony tak naprawdę ponieważ byłem jeszcze dzieckiem wiec nie rozumiałem. Na moje nieszczęście nikt nie widział, że coś się ze mną dzieje. Czas płyną spokojnie nie miałem stresów w domu dzieciństwo naprawdę super. Budowałem konstrukcje, interesowałem się modelarstwem. Zajmowałem się sobą. Jednak coś było nie tak.
Problem wyszedł na jaw kiedy chciałem odebrać sobie życie. Oczywiście wcześniej chciałem rozmawiać. Skłamałbym mówiąc, że nikt nie chciał mnie słuchać. Była rodzina, jednak nie o to chodzi. Plus tego wszystkiego był taki, że nie uczestniczyłem w tym wszystkim sam. Moja rodzina, paru znajomych. Rozmawiałem ale problem nie mijał. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że to taka poważna sprawa i jakie mogą być tego efekty. Traktowałem to jako zwykły dół który minie. Możesz powiedzieć wszystko swojemu najlepszemu przyjacielowi, przez chwilę poczujesz się lepiej ale problem dalej zostanie i bez pomocy będzie narastał. Z takich stanów ludzie dochodzą do siebie często latami.
Seanse spirytystyczne
To był zapewne jakiś jeden z czynników, dzięki którym popadłem w ciężka depresję. Dowiedziałem się o tym o wiele za późno. Od tego typu rzeczy powinieneś/ aś trzymać się z daleka jeśli chcesz normalne funkcjonować w życiu. Wróżki, duchy, to nie miejsce na zdrową sytuację i dobre samo poczucie psychiczne.
Sprawy toczyły się zadziwiająco prosto i gładko. Ja i mój znajomy poznaliśmy osobę, która miała jeszcze większy problem jak my dwaj razem wzięci, możliwe nawet że była opętana. Tego jednak do końca nie miałem odwagi sprawdzić. Wprowadziła nas w tajemniczy i niesamowity wtedy dla nas świat duchów. Na początku wydawało się to pozytywnym zajęciem, "rozmowy” . Dreszczyk emocji, zabawa. Coś niesamowitego dla młodego człowieka mogło się wydawać. Błąd !
Było nam mało, chcieliśmy więcej. Następnym krokiem było dopuszczanie duchów do myśli. To nie jest niewinna zabawa to duże ryzyko i problem, który w moim przypadku ciągnie się do dnia dzisiejszego. Zasada jest tak naprawdę bardzo prosta - z dala i tyle ! To pewne i sprawdzone na moim doświadczeniu. Do niczego dobrego to wszystko nie prowadzi. Dobija Cie i nie chce puścić. To tylko kwesta czasu kiedy Cie złapie w swoje sidła ta bezlitosna machina i udusi.
Wróżki horoskopy to teren wzbroniony. Zasada działanie jest podobna do narkotyku twardego. Raz spróbujesz, oderwiesz się od szarej rzeczywistości, chcesz więcej, bo masz swoją ostoję, w której czujesz się zrozumiany/ a. Patrzysz w lustro i nie zdajesz sobie sprawy z tego jaki masz ogromny problem, bo uzależniasz się. Teoretycznie widzisz normalnie, patrzysz na swoja twarz oczy itd. jednak to coś Cie zabija od środka, jak rak. Na samym początku wywołujesz duchy w gronie znajomych, potem kto mądry wycofuje się i zostajesz sam na placu boju z ogromnym problemem.
Oczy stają się mętnie i niewyraźne, dosłownie Cię to pochłania. Zdarzają się również opętania. Ofiarą padają z reguły osoby słabsze psychiczne.
Oczywiście wszystko o czym tu pisze można łatwo wytłumaczyć. Krzyki, rzucanie się po podłodze i wiele innych zjawisk, które normalnie nie maja miejsca. Ostatnimi czasy stała się bardzo modna teoria, że to tzw. Epilepsja. Jest jednak różnica między opętaniem a Epilepsją. Na epilepsje można podać środek, który wyciszy człowieka na opętanie nie ma lekarstw.
Kłopoty
Teraz Widzę lekki początek powagi sytuacji kiedy nie zaliczyłem roku w jednym z Liceów Ogólnokształcących. Poszedłem więc do następnej szkoły tym razem w innym mieście. Tam miało być łatwiej pod względem poziomu przekazywania wiedzy jak i troski o ucznia. Kolejna rzecz, w której się pomyliłem. Szkoła była po prostu beznadziejna. Prywatna. Rodzice chcieli dobrze. Doceniałem to więc starałem się nie zwracać uwagi na tą beznadziejność.
Co można powiedzieć ? Sytuacje miałem naprawdę dobrą, Nie było trosk, nie martwiłem się właściwie o nic. Wszystko co potrzebne do funkcjonowania młodego człowieka miałem zapewnione przez moich rodziców. W wakacje też wyjeżdżałem do pracy, po jakimś czasie kupiłem sobie samochód. Jednak każdego dnia witając progi tej szkoły mówiłem sobie 'matko co ja tu robię' ?!
Nikt nie zdawał sobie sprawy ze skali mojego problemu. Skutki były takie, że po raz kolejny w trzeciej klasie nie zaliczyłem roku. Noga się powinęła nie dawałem już chyba rady. Wróciłem więc do Ogólniaka w poprzednim mieście. Tam Miałem znajomego w klasie, z którym znaliśmy się od dawna więc było jakoś raźniej. Zdałem maturę a zatem osiągnąłem założony cel. Radość jednak nie przychodziła.
To zajęcie- tak można nazwać moje studiowanie, nie sprawiało mi jakiej kolwiek przyjemności, satysfakcji. Zdołowany przygnębiony, tak dokładnie wyglądało moje życie ostatnimi czasy. Postawiłem więc, że pojadę zagranice zarobić pieniądze na firmę, przecież zawsze chciałem pracować u siebie. Pojawił się cel mała nadzieja. Przebywałem za granicą jakiś czas. Ładne miasto podobało mi się. Odpocząłem nieco zmieniłem środowisko otoczenie, myślę że dlatego przez chwile było lepiej. Nie długo. Po czasie pocieszałem się, że nic nie trwa wiecznie i to tez się skończy.
Stało się
Zaplanowałem wszystko dokładnie. W tym czasie miałem trochę problemów, co miało na pewno wpływ na to co w efekcie się stało. Rano tego dnia pojechałem do lekarza. Spotkałem się z nim parę godzin później. Pielęgniarka zdziwiła się, że jestem wcześniej i zapytała czy wszystko dobrze, bo źle wyglądałem. Zdobyłem to na czym mi zależało bez większych problemów.
Co było dalej ? Udałem się do apteki oddalonej o paręset metrów, kupiłem wszystko co trzeba. Po wyjściu z apteki wziąłem trzy dawki. Pamiętam jak mi się ręce trzęsły. Przeliczyłem wszystko dokładnie, wiedziałem ile biorę i ile mam czasu żeby dojechać do domu, chciałem umrzeć u siebie. Na podwórku spotkałem mamę. Powiedziałem tylko, że dla nikogo mnie nie ma. Położyłem się na łóżku i płakałem. Tyle pamiętam z tego dnia dokładnie, reszta to fragmenty.
Kiedy już wziąłem odpowiednią dawkę i czułem, że coś jest nie tak podobno wstałem i prosiłem rodziców o pomoc. Jednak ja tego nie pamiętam. Mama opowiadała mi, że siedziałem przy biurku chciałem gdzieś dzwonić ale głowa mi opadała i telefon wypadał z ręki. Organizm się bronił, chciał żyć ale nie dawał rady ja mu w tym przeszkodziłem. To straszne uczucie.
Nie pamiętam kiedy pogotowie mnie zabrało. Pamiętam moment , w którym się przebudziłem już w szpitalu. Przez zamglone oczy widziałem dwóch policjantów którzy coś pisali- coś do mnie mówili - nie rozumiałem co. Dwie kroplówki na jednej i drugiej ręce. Ktoś przykrył mnie kocem. Przebudzili mnie rano- jak sądzę. Zaciągnęli do drugiej karetki. Po drodze spotkałem stroskanych rodziców. Dalszej drogi oczywiście nie pamiętam, jak oddawałem ciuchy do przechowalni nic.... ciągle spałem... obudziłem się w szpitalu dla psychicznie chorych.
Konsekwencje
Od tamtej pory nie wziąłem ani jednej tabletki, na ból głowy, kaca czy cokolwiek błahego. Konsekwencje ciągną się do dziś i pewnie będą do końca mojego życia. Jak będzie nie wiadomo, czas pokaże. Zaniki pamięci, problemy z koncentracją są raczej na porządku dziennym.
W szpitalu powiedziano mi, że po takiej dawce tego co wziąłem na dobra sprawę powinienem być warzywkiem. Druga szansa ? Można spojrzeć na to i w ten sposób. Ja jednak patrze na to z innej perspektywy. Mam nauczkę. Na pewno nie zrobię ponownie czegoś takiego. To straszne uczucie żyć z wielkim żalem do siebie i czuć ogromna niemoc w naprawieniu tego – po prostu się nie da.
Rozumiesz swój błąd i pytasz siebie dlaczego tak, po co mi to wszystko pytasz ale odpowiedzi nie możesz znaleźć. To trochę jak szukanie igły w stogu siana. Problem polega na tym, że ta igła raczej się znajdzie będziesz uparty/ a i do czegoś dojdziesz. W momencie kiedy szukanie nie pomoże opracujesz technologię i znajdziesz tę igłę. W tym wypadku jest inaczej i raczej próżne Twoje starania. Po prostu musisz z tym żyć.
Wyobraź sobie ,że jesteś w centrum miasta. Stajesz na środku ulicy i zaczynasz krzyczeć. Nikt raczej nie zwróci na Ciebie uwagi jeśli będzie inaczej to jednostki, które zapytają czy Ci pomóc. Potem znajdzie się kto zadzwoni na policję a tamci z kolei ściągną karetkę, która zawiezie Cię do szpitala dla psychicznie chorych.
W szpitalu ockniesz się i będziesz się zastanawiać dlaczego tu jestem, przecież ja chciałem/ am tylko porozmawiać, powiedzieć- luzie mam problem.... !
Dlatego, wiem że nie warto popełniać samobójstwa jak by nie było źle. Wszystko da się przeżyć a każde doświadczenie nawet wydawało by się beznadziejne, sprawia że jesteśmy bardziej wartościowymi ludźmi. Przekonałem się o tym i nie chciałbym żeby ktoś popełnił ten sam błąd co ja. Możesz być młodszy/ a ode mnie może starszy/a ale wszyscy jesteśmy ludźmi i zasada ciągu konsekwencji będzie podobna albo ta sama. Samobójstwo to nie jest sposób.
